Korona Szlaków Kampinosu 4/12: Szlakami wsi, których już nie ma
Las. Piaszczysta droga. Wydma. Łąka. Stare drzewo stojące trochę bez sensu pośrodku niczego. Nazwa na mapie, która brzmi jak nazwa miejscowości, chociaż wokół nie ma ani jednego domu. W Puszczy Kampinoskiej łatwo uznać taki krajobraz za całkowicie naturalny. Tymczasem jeszcze kilkadziesiąt lat temu w wielu miejscach wyglądał zupełnie inaczej. Były tu wsie, pola, pastwiska, sady, studnie i gospodarstwa. Drogami, które dziś służą turystom, ludzie chodzili do szkoły, sklepu, kościoła i sąsiadów. Podczas czwartej wyprawy z cyklu „Korona Szlaków Kampinosu” postanowiliśmy poszukać właśnie tego świata.
12 września wyruszyliśmy z Zaborowa na ponad 18-kilometrową pętlę prowadzącą przez południową część Kampinoskiego Parku Narodowego. Motyw przewodni brzmiał: „Szlakami wsi, których już nie ma”. I tym razem naprawdę trzeba było nauczyć się patrzeć inaczej a do pracy zaprzęgnąć swoją pamięć i wyobraźnię. Bo najważniejsze rzeczy na tej trasie bardzo często były (pozornie) niewidoczne.
Zaborów i Wiktorów
Pierwszy przystanek KSK 4/12 miał pokazać, że czasami za dobrze znanym, współczesnym miejscem kryje się historia, której zupełnie nie widać. W lipcu 1943 roku budynek szkoły w Zaborowie zajęła niemiecka policja, tworząc tu placówkę przeznaczoną do zwalczania polskiego podziemia. Aresztowanych przetrzymywano w piwnicach oraz w jednej z sal na piętrze, natomiast dawna kancelaria szkolna stała się miejscem brutalnych przesłuchań. Więźniów bito i torturowano, część z nich mordowano. Budynek, który przed wojną służył dzieciom i lokalnej społeczności, na kilkanaście miesięcy stał się miejscem niemieckiego terroru. Dziś przypomina o tym głaz z tablicą poświęconą ludziom, którzy w latach 1943–1944 byli tutaj więzieni, katowani i zabijani.
Ta historia nie kończy się jednak przy szkole. Wiosną 1945 roku na jej terenie przeprowadzono ekshumacje – odkryto cztery mogiły ze szczątkami zamordowanych. Pamięć o ofiarach zaborowskiego aresztu prowadzi dalej, do ukrytego w lesie cmentarza wojennego w Wiktorowie, który odwiedziliśmy chwilę później. Spoczywają tam ofiary niemieckiego terroru, w tym cywile i żołnierze Armii Krajowej związani z aresztem w Zaborowie, a także żołnierze Wojska Polskiego polegli we wrześniu 1939 roku. W ten sposób już na pierwszych kilometrach KSK 4/12 pojawił się motyw, który miał nam towarzyszyć przez cały dzień: współczesny krajobraz potrafi bardzo skutecznie ukrywać to, co wydarzyło się w nim wcześniej.
Dwa Kampinosy – wydmy i bagna
Po opuszczeniu Zaborowa zaczęliśmy wchodzić w charakterystyczny układ krajobrazowy Puszczy Kampinoskiej. Pasma wydmowe przeplatają się tutaj z obniżeniami bagiennymi. To jeden z najbardziej charakterystycznych elementów Kampinosu, ale również klucz do zrozumienia historii osadnictwa. Człowiek przez pokolenia próbował dostosować ten teren do swoich potrzeb. Osuszano mokradła, kopano kanały i rowy melioracyjne, pozyskiwano kolejne fragmenty terenu pod łąki i rolnictwo. Dzisiaj obserwujemy proces w dużej mierze odwrotny: jednym z ważnych zadań ochrony przyrody jest zatrzymywanie wody i odtwarzanie warunków charakterystycznych dla terenów podmokłych. To oznacza, że krajobraz Kampinosu nie jest nieruchomą dekoracją. Zmienia się. I właśnie podczas KSK 4/12 mieliśmy zobaczyć jedną z największych takich zmian.
Wyględy Górne – jak wieś może zmienić się w las?
Tutaj dochodzimy do jednego z kluczowych tematów całej wyprawy. Kampinoski Park Narodowy utworzono w 1959 roku. Nie oznaczało to jednak, że cały obszar znajdujący się w jego granicach natychmiast stał się zwartym kompleksem leśnym. Na terenie parku znajdowały się wsie, gospodarstwa i tysiące hektarów gruntów prywatnych. W latach 70. państwo rozpoczęło szeroki program pozyskiwania gruntów położonych wewnątrz KPN. W praktyce zastosowano system dobrowolnych wykupów, rozłożony na wiele dziesięcioleci.
I właśnie tutaj zaczyna się proces, który ukształtował znaczną część Kampinosu, jaki znamy dzisiaj. Po wykupieniu gospodarstw zabudowania stopniowo znikały. Pola przestawały być uprawiane. Łąki zarastały. W kolejnych miejscach pojawiał się młody las. Dlatego podczas naszej wyprawy próbowaliśmy wykonać prosty eksperyment: Spojrzeć na drzewa i zapytać: Czy ten las naprawdę jest stary?
ZOBACZ WIDEO Z 4. WYCIECZKI KORONY SZLAKÓW KAMPINOSU
Drzewa jako zegar krajobrazu
Wiek lasu stał się jednym z naszych terenowych narzędzi. Jeżeli wiemy, że w konkretnym miejscu kilkadziesiąt lat temu znajdowało się pole, a rosnące obecnie drzewa mają podobny wiek, możemy zacząć rekonstruować proces sukcesji. Dawne pole nie zamienia się w puszczę jednego dnia. Najpierw zanika regularna uprawa. Pojawiają się trawy, krzewy i młode drzewa. Z czasem roślinność staje się coraz bardziej zwarta. Po kilku dekadach człowiek, który nie zna historii tego miejsca, może być przekonany, że patrzy na las istniejący tutaj „od zawsze”. Właśnie dlatego współczesny Kampinos potrafi tak skutecznie oszukiwać, gdy las zasłania własną historię.
Ławy – wieś, która zniknęła
Jeżeli jeden punkt miał symbolizować temat całej czwartej wyprawy, były nim Ławy. Dzisiaj trudno wyobrazić sobie, że znajdowała się tutaj normalnie funkcjonująca wieś. A jednak jeszcze w drugiej połowie XX wieku żyło tu około 160 mieszkańców w kilkudziesięciu gospodarstwach. Wokół znajdowały się setki hektarów gruntów rolnych. Były domy, pola, sady. Był prąd, który doprowadzono do wsi w latach 60. Była droga prowadząca do autobusu w Zaborowie. Był drewniany most a przy nim kąpielisko. Były miejsca spotkań mieszkańców. Było zwyczajne życie. Potem rozpoczęły się wykupy gruntów. Do 2010 roku KPN wykupił zdecydowaną większość powierzchni dawnej wsi. Dzisiaj Ławy nie funkcjonują już jako zamieszkane miejsce w dawnym znaczeniu. I właśnie tutaj najlepiej widać skalę przemiany.
Jak znaleźć wieś, której już nie ma?
Tym razem uczestnicy nie mieli jedynie słuchać opowieści przewodnika. Musieli sami zacząć szukać. Włączyć swoją uważność, wyobraźnię i własne wspomnienia. Bo choć po dawnej wsi pozostają ślady, to bardzo rzadko układają się w czytelny napis: „tutaj kiedyś mieszkali ludzie”.
Trzeba zwracać uwagę na szczegóły; Stare drzewa owocowe, nietypowy układ roślinności, fragment fundamentu, krzyż przydrożny, drogę, która prowadzi pozornie donikąd, niewielką zmianę ukształtowania terenu. Albo po prostu nazwę, która przeżyła miejsce, do którego się odnosiła. Na tym polegała najważniejsza zasada KSK 4/12: Patrz uważnie a dostrzeżesz głębie tego lasu!
Relacja byłego mieszkańca Ław
Historia Ław nie kończy się jednak na mapach i dokumentach. Pozostają wspomnienia ludzi. I właśnie one pozwalają zobaczyć coś, czego nie pokaże najlepsza mapa topograficzna – codzienność. Wspomnienia dawnego mieszkańca prowadzą przez miejsca, które dla współczesnego turysty mogą być zupełnie anonimowe. W dekodowaniu przestrzeni Ław nieoceniona stała się książka Adama Robińskiego „Puszcza domowa – Co kryje Kampinos”
Murowany dom pszczelarza. Droga na PKS. Sklep w Wyględach prowadzony przez ciotkę Grażynę. „Biały domek”. Ławski trójkąt. Most, który pełnił rolę lokalnego miejsca spotkań. Wreszcie Ławska Góra i krzyż powstańców styczniowych. Każde z tych określeń jest fragmentem dawnej mentalnej mapy wsi. Dla kogoś z zewnątrz – punkt w terenie. Dla jej byłego mieszkańca – miejsce związane z ludźmi, wydarzeniami i wspomnieniami.
Dębowa Góra – z bagien na wydmy
Z Ławskiej Góry ruszyliśmy dalej „…tam, gdzie kończą się Ławy, wieś, pola i wszystko inne”. To przejście, które na mapie może wyglądać niepozornie, w terenie jest znacznie bardziej czytelne. Zmienia się wysokość, gleba, wilgotność i roślinność.
W rejonie Dębowej Góry mogliśmy przyjrzeć się również starym dębom – żywym i martwym świadkom krajobrazu znacznie starszego niż otaczający je miejscami młody las. Takie drzewa są szczególnie interesujące podczas wyprawy poświęconej zanikającemu krajobrazowi. Bo czasami pojedynczy stary dąb pamięta zupełnie inny świat niż las, który dziś go otacza.
Kanał Zaborowski – woda, którą człowiek próbował uporządkować
Kolejnym elementem układanki był Kanał Zaborowski, Debły i kładka, której już nie ma… W Kampinosie historia człowieka jest nierozerwalnie związana z wodą. Przez dziesięciolecia mokradła traktowano przede wszystkim jako tereny, które należy osuszyć i gospodarczo wykorzystać. System kanałów i rowów miał umożliwiać użytkowanie podmokłych obszarów.
Dzisiaj wiemy, jak daleko idące konsekwencje może mieć takie podejście. Obniżenie poziomu wód gruntowych zmienia siedliska, przyspiesza mineralizację torfu i zwiększa podatność terenu na suszę. Dlatego współczesna ochrona Kampinosu oznacza nie odprowadzanie wody, ale jej zatrzymywanie.
I znowu – ten sam teren opowiada dwie zupełnie różne historie. Najpierw człowiek próbował podporządkować wodę rolnictwu. Dzisiaj próbuje naprawić część skutków tamtych działań.
Kępiaste – czasem znika nie tylko wieś
Motyw znikania powrócił w Kępiastem w trochę innej formie. Znajdowała się tutaj dawna leśniczówka – gajówka Debły. Jeszcze kilka lat temu obiekt stał w terenie, choć był już opuszczony. Później został rozebrany. W alejce do niej prowadzącej całkiem niedawno znajdowała się wystawa fotograficzna Marka Kalinowskiego. Dziś nie ma po nich praktycznie żadnego śladu.
To interesujące przybliżenie naszej historii. Przez większość dnia szukaliśmy śladów obiektów, które zniknęły dziesiątki lat temu. Tutaj mogliśmy obserwować proces niemal współcześnie. Poprzedniego lata widzisz budynek i wystawę, myślisz trzeba to pokazać na kolejnej wycieczce. Ale to wszystko znika wpisując się niejako samodzielnie w jej temat, temat miejsc, których już nie ma…
Przy głazie upamiętniającym ofiary Drugiej Wojny Światowej w Kępiastem wspomnieliśmy również historię i fenomen Rzeczypospolitej Kampinoskiej, ale do tego zagadnienia będziemy wracać szerzej na jednej z kolejnych wycieczek KSK.
TRASA 4. WYCIECZKI KORONY SZLAKÓW KAMPINOSU
Łysa Góra – obcy przybysz w Kampinosie
Na Łysej Górze przyroda przygotowała nam zupełnie inny rodzaj śladu działalności człowieka. Czeremcha amerykańska. Gatunek sprowadzony do Europy z Ameryki Północnej miał znaleźć zastosowanie między innymi w gospodarce leśnej. Okazał się jednak wyjątkowo skutecznym kolonizatorem i dziś w wielu polskich lasach jest gatunkiem inwazyjnym. To dobry przykład pokazujący, że ingerencja człowieka w krajobraz nie zawsze pozostawia po sobie fundament, drogę albo kanał. Czasami jej śladem jest roślina. I potrafi pozostać z nami znacznie dłużej niż budynki.
Komin cegielni – fabryka ukryta w lesie
Jednym z najbardziej spektakularnych śladów dawnego krajobrazu jest komin związany z dawną cegielnią w rejonie Zaborówka. Dzisiaj taki obiekt pośród zieleni może wyglądać niemal surrealistycznie. Ale cegielnia nie znalazła się tutaj przypadkiem. Potrzebowała surowca, miejsca produkcji i transportu. Wysoki komin był elementem technologii zakładu – zapewniał odpowiedni ciąg niezbędny w procesie wypalania.
To kolejny moment, kiedy trzeba było wykonać w głowie to samo ćwiczenie: usunąć współczesny las i spróbować zobaczyć dawny krajobraz gospodarczy. Nie puszczę bez człowieka. Ale miejsce pracy, produkcji i codziennego życia. Dziś także ten przemysłowy obiekt otrzymał zupełnie nową funkcję – jego otoczenie może być wykorzystywane przez zimujące nietoperze. Historia i przyroda ponownie nakładają się na siebie.
Klomby – droga dzikich zwierząt
Ostatnie kilometry przyniosły jeszcze inną opowieść o granicach i drogach. Klomby tworzą niewielki fragment Kampinoskiego Parku Narodowego oddzielony od głównego kompleksu między innymi drogą krajową nr 580. Człowiek od lat obudowuje gęstą siecią wsi i infrastruktury puszczę niemal z każdej strony. Dla zwierząt stanowi to barierę, często nie do przebycia. Dlatego zachowanie, nawet tak niewielkiej eksklawy parku narodowego jak Klomby jest niezwykle ważne, gdyż stanowi bramę i korytarz ekologiczny łączący Kampinos doliną Utraty i terenami położonymi dalej na południe.
Zaborów – na końcu znów szukaliśmy tego, czego nie widać
Naszą wędrówkę zakończyliśmy na rozległych łąkach na skraju lasu, niedaleko Zaborowa. Po kilkunastu kilometrach szukania śladów dawnych wsi, dróg, gospodarstw i ludzi, którzy kiedyś żyli w Puszczy, znaleźliśmy się w miejscu, które na pierwszy rzut oka nie opowiada żadnej historii. Łąka. Skraj lasu. Zwyczajny krajobraz. Ale po całym dniu KSK 4/12 wiedzieliśmy już, że brak widocznych śladów nie oznacza braku przeszłości.
Przez całą trasę próbowaliśmy czytać krajobraz trochę inaczej. Szukaliśmy tego, co zostało po świecie, który zniknął: starego drzewa przy dawnej zagrodzie, fragmentu drogi, kapliczki, fundamentów, zdziczałych roślin, układu pól czy ledwie zauważalnej zmiany w terenie. Tutaj trzeba było zrobić dokładnie to samo – tyle że cofnąć się nie o kilkadziesiąt czy sto lat, lecz niemal dwa tysiące lat.
Pola i łąki na północ od Zaborowa kryją bowiem ślady dawnego osadnictwa. Badania archeologiczne odsłoniły tutaj pozostałości społeczności związanej między innymi z rozwiniętym hutnictwem żelaza oraz światem okresu wpływów rzymskich. To kolejna warstwa historii tego krajobrazu – dziś całkowicie niewidoczna dla człowieka, który po prostu przez niego przechodzi.
Jednym z najbardziej niezwykłych znalezisk jest fragment importowanego naczynia określanego jako „puchar gladiatorów”. Niewielki przedmiot, a za nim ogromna historia. Pokazuje, że ludzie mieszkający dwa tysiące lat temu na dzisiejszym Mazowszu nie żyli na końcu świata. Docierały tutaj przedmioty, idee i wpływy pochodzące z bardzo odległych miejsc. I właśnie tutaj najlepiej było zakończyć KSK 4/12.
Zaczynaliśmy od historii zapisanych w konkretnych miejscach i śladach pozostawionych przez ludzi. Potem weszliśmy w Puszczę i przez kolejne kilometry coraz częściej musieliśmy wnioskować z tego, co pozostało. Dawne wsie przestały istnieć, pola zarosły lasem, drogi straciły swoje znaczenie, a przedmioty znalazły się pod ziemią. Krajobraz zmienił się niemal całkowicie.
Na końcu stanęliśmy więc na zwyczajnej łące. I być może właśnie wtedy było najlepiej widać, o czym była cała ta wyprawa: nie o ruinach, zabytkach stojących przy szlaku ani o wsiach, których już nie ma, tylko o umiejętności patrzenia na krajobraz i zadawania mu pytań.
Bo po KSK 4/12 zwykła łąka nie musi już być tylko łąką, las tylko lasem, a polna droga tylko drogą. Czasem najciekawsza historia zaczyna się dokładnie tam, gdzie pozornie nie ma już nic do zobaczenia. Bo to, że czegoś dzisiaj nie widać, nie oznacza, że nigdy tego nie było.
Około 25 tysięcy kroków później
Na koniec wróciliśmy do najprostszego wymiaru Korony Szlaków Kampinosu – marszu. Ponad 18 kilometrów oznacza mniej więcej 25 tysiące kroków – oczywiście zależnie od długości kroku konkretnej osoby. To kilka razy więcej niż przeciętny codzienny spacer. Ale w KSK nigdy nie chodzi wyłącznie o liczbę. Ważniejsze jest to, dokąd te kroki prowadzą. Tym razem prowadziły przez około dwa tysiące lat historii – przez wiejski krajobraz południowego Kampinosu, okupację, powojenne przemiany i wykupy gruntów aż do śladów starożytnego osadnictwa. A wszystko na niespełna dwudziestu kilometrach.
Cztery wyprawy = cztery różne Kampinosy
KSK 4/12 pokazała chyba najmocniej ze wszystkich dotychczasowych wypraw, że Puszcza Kampinoska, którą znamy dzisiaj, nie jest krajobrazem zatrzymanym w czasie. Wręcz przeciwnie, zmienia się nieustannie. Jeszcze kilkadziesiąt lat temu w miejscach, przez które dzisiaj prowadzą leśne szlaki, mieszkali ludzie, którzy uprawiali ziemię, hodowali zwierzęta, chodzili do sąsiadów, czekali na autobus, spotykali się przy moście, korzystali ze studni i jechali po zakupy. Potem część z nich wyjechała, domy zniknęły, pola zarosły, drogi stały się leśnymi duktami, a młode sosny zmieniły się w kilkudziesięcioletni las. Puszcza wróciła.
Ale nie wymazała wszystkiego. Pozostały drzewa owocowe, krzyże, drogi, piwniczki, nazwy, fragmenty fundamentów, kanały, stare mapy czy fotografie. I przede wszystkim – pamięć ludzi.
Puszcza, która pamięta
Podczas poprzedniej, trzeciej wyprawy KSK, zadawaliśmy więcej pytań niż znajdowaliśmy odpowiedzi. Tak skonstruowane „terenowe śledztwo” prowadziło nas przez Zamczysko, Karpaty, Pożary, ślady żywicowania czy legendę Traktu Napoleońskiego.
Czwarta wyprawa wymagała czegoś innego. Nie tyle rozwiązania zagadki, ile zmiany sposobu patrzenia. Kiedy widzimy las, spróbujmy dostrzec dawne pole. Kiedy widzimy drogę, zastanówmy się, dokąd prowadziła. Kiedy znajdujemy samotną jabłoń, zapytajmy, dlaczego wyrosła właśnie tutaj. Kiedy na mapie pojawia się nazwa miejscowości, której nie ma, poszukajmy ludzi, którzy kiedyś ją tworzyli. Bo Puszcza Kampinoska nie jest wyłącznie historią przyrody odzyskującej przestrzeń. Jest również historią człowieka, który przez stulecia tę przestrzeń zamieszkiwał, wykorzystywał, przekształcał, a w końcu – w wielu miejscach – opuścił.
Po KSK 4/12 trudno już patrzeć na kampinoski las dokładnie tak samo jak wcześniej. I chyba właśnie o to chodziło. Cztery wyprawy za nami, osiem jeszcze przed nami i co najważniejsze: na dołączenie do KSK nigdy nie jest za późno…
****
Wycieczkę prowadził Krzysztof Kot — lider wypraw outdoorowych i przewodnik kampinoski. Twórca projektów Lokalna Turystyka Wyczynowa (LTW), Korona Szlaków Kampinosu i Klasa w Kampinosie. Rozwija autorskie podejście do alternatywnej turystyki, oparte na prawdziwym doświadczeniu terenu, eksploracji i głębokim poznawaniu lokalnego otoczenia. Pokazuje, że autentycznej przygody nie trzeba szukać na drugim końcu świata.
Korona Szlaków Kampinosu to autorski projekt Krzysztofa Kota — cykl 12 tematycznych wypraw, które łączą wysiłek, wędrówkę i krajoznawcze odkrywanie Puszczy Kampinoskiej. Każda trasa to kolejne kilometry na szlaku i nowa opowieść o przyrodzie, historii oraz ludziach związanych z tym terenem. Projekt, nawiązujący do Roku Szlaków PTTK 2026, pozwala poznać Kampinos krok po kroku — dosłownie i w przenośni.














Opublikuj komentarz