Korona Szlaków Kampinosu 3/12: Tajemnice południowego Kampinosu – więcej pytań niż odpowiedzi

Są miejsca, które można po prostu przejść. Są jednak i takie, które każą zatrzymać się na chwilę, rozejrzeć i zadać pytanie: dlaczego właśnie tutaj? Podczas trzeciej wyprawy z cyklu „Korona Szlaków Kampinosu” ruszyliśmy na około 20-kilometrową trasę przez południową część puszczy. Tym razem jednak nie chodziło wyłącznie o kilometry, bo po drodze przeprowadziliśmy terenowe śledztwo.

Pożary, Karpaty, Zamczysko, Babska Górka, Trakt Napoleoński… Już same nazwy rozsiane po mapie południowej części Puszczy Kampinoskiej brzmią jak początek dobrze zapowiadającej się zagadki. Jeśli dodamy do tego pozostałości średniowiecznego grodu, ślady dawnych mieszkańców, tajemnicze blizny na sosnach oraz miejsca związane z dramatycznymi wydarzeniami września 1939 roku, szybko okazuje się, że zwykła piesza wycieczka może zamienić się w prawdziwe historyczno-przyrodnicze śledztwo. I właśnie taki charakter miała trzecia odsłona „Korony Szlaków Kampinosu”, cyklu realizowanego w ramach Roku Szlaków PTTK 2026.

TRASA 3. WYCIECZKI KORONY SZLAKÓW KAMPINOSU

30 sierpnia, przy pełnej frekwencji, wyruszyliśmy z Leszna na około 20-kilometrową pętlę przez południową część Kampinoskiego Parku Narodowego. Przed nami było kilka godzin marszu i seria pytań, na które odpowiedzi nie zawsze były tak oczywiste, jak mogło się początkowo wydawać. Zasady naszego śledztwa były proste. Przy kolejnych punktach trasy pojawiała się zagadka oraz kilka możliwych rozwiązań. Czasami jedna odpowiedź była prawidłowa. Innym razem wszystkie prowadziły na manowce. Bywało również tak, że po latach badań, analizowania źródeł i powtarzanych z pokolenia na pokolenie legend najbardziej uczciwa odpowiedź brzmiała po prostu: nie wiemy.

Leszno – tutaj zaczęło się śledztwo

Pierwsza zagadka pojawiła się jeszcze zanim na dobre weszliśmy do lasu. Leszno jest dziś dużą wsią położoną na południowym skraju Puszczy Kampinoskiej, jednak historia miejscowości sięga znacznie głębiej. Przez lata na jej rozwój wpływały między innymi żyzne tereny Równiny Błońskiej oraz przemysł cukrowniczy. To właśnie tutaj poznaliśmy zasady naszej wyprawy. Tym razem mieliśmy nie tylko patrzeć na puszczę, ale przede wszystkim próbować ją czytać – z nazw pozostawionych na mapach, ukształtowania terenu, śladów dawnych dróg, działalności człowieka oraz historii miejsc, które z biegiem lat ponownie przejął las. Z Leszna ruszyliśmy w stronę Południowego Szlaku Krawędziowego.

Szkółka leśna – dlaczego jest tu tak mało sadzonek?

Jednym z pierwszych przystanków była szkółka leśna w rejonie Julinka i tu pytanie wydawało się proste: skoro Kampinoski Park Narodowy zajmuje dziesiątki tysięcy hektarów, dlaczego nie potrzeba ogromnej liczby sadzonek do ciągłego odnawiania lasu?

Odpowiedź dobrze pokazuje, jak zmieniło się podejście do ochrony przyrody. Las znajdujący się na terenie parku narodowego nie musi być wszędzie sadzony, porządkowany i urządzany przez człowieka. W wielu miejscach może – i powinien – odtwarzać się sam. Naturalne procesy stają się tutaj wartością, a nie problemem wymagającym natychmiastowej ingerencji. Szkółka nadal jest potrzebna, zmienia się jednak jej rola. To jeden z przykładów pokazujących, jak bardzo współczesne podejście do Puszczy Kampinoskiej różni się od zasad obowiązujących w typowym lesie gospodarczym.

Grabina – kiedy spokojny las stał się polem walki?

Kilka kilometrów dalej przyroda ustąpiła miejsca historii. W rejonie Grabiny przenieśliśmy się do września 1939 roku i ostatniej fazy bitwy nad Bzurą. Po początkowych sukcesach polskich wojsk sytuacja stawała się coraz trudniejsza. Niemcy zaciskali pierścień okrążenia, a dla części Armii „Poznań” i „Pomorze” Puszcza Kampinoska stała się drogą prowadzącą w stronę Warszawy. W tej historii szczególne miejsce zajmują generał Roman Abraham i jego oddziały, które zdołały przebić się przez niemieckie pozycje.

Była to również dobra okazja, aby zmierzyć się z jednym z najbardziej utrwalonych mitów dotyczących polskiej kampanii wrześniowej – obrazem kawalerzystów atakujących z szablami niemieckie czołgi. Rzeczywistość była znacznie bardziej złożona. Kawaleria była przede wszystkim formacją mobilną, dysponującą także nowoczesnym uzbrojeniem. W okolicy Grabiny polscy żołnierze przebijali się przez niemieckie stanowiska, otwierając drogę między innymi generałowi Tadeuszowi Kutrzebie oraz żołnierzom Armii „Poznań” zmierzającym przez puszczę ku Warszawie.

Trudno dziś, stojąc pośród spokojnego kampinoskiego lasu, wyobrazić sobie, że we wrześniu 1939 roku teren ten był częścią wielkiego pola walki, a jednocześnie jednym z korytarzy odwrotu dla żołnierzy próbujących wyrwać się z zamykającego się okrążenia nad Bzurą.

ZOBACZ WIDEO Z 3. WYCIECZKI KORONY SZLAKÓW KAMPINOSU

Pożary – mokradła o wyjątkowo niepokojącej nazwie

Dalej weszliśmy w południowy pas bagienny Puszczy Kampinoskiej. I natychmiast pojawiło się kolejne pytanie: „Dlaczego miejsce pełne mokradeł nosi nazwę Pożary?” Najprostsze rozwiązanie nasuwa się samo – zapewne od wielkich pożarów, które kiedyś nawiedzały tę część puszczy. Tylko czy rzeczywiście? Problem polega na tym, że nazwa jest stara i występuje już na dawnych mapach, a jej jednoznaczne pochodzenie wcale nie jest tak łatwe do ustalenia.

To była jedna z ważniejszych lekcji naszej wyprawy. Nazwy terenowe potrafią przetrwać znacznie dłużej niż pamięć o wydarzeniach, od których mogły pochodzić. Zmienia się krajobraz, znikają wsie, zarastają pola i drogi, a nazwa nadal funkcjonuje. Czasami pozostaje ostatnim śladem historii, której nie jesteśmy już w stanie w pełni odtworzyć.

Karpaty? Tak, ale bez gór

Ledwie zdążyliśmy skomplikować zagadkę Pożarów, gdy na naszej trasie pojawiły się… Karpaty. Nie było jednak wysokich szczytów ani stromych przełęczy, były za to kampinoskie wydmy. Charakterystyczny krajobraz puszczy tworzą występujące naprzemiennie pasy wydmowe i bagienne. Różnice wysokości nie mogą oczywiście konkurować z prawdziwymi górami, ale na tle płaskiego Mazowsza nawet niewielkie wzniesienia potrafią prezentować się bardzo wyraźnie.

Pozostaje jednak pytanie: skąd wzięła się nazwa „Karpaty”? Czy przynieśli ją osadnicy pochodzący z terenów górskich? Czy było to żartobliwe określenie miejscowych wyniesień? A może jej źródeł należy szukać zupełnie gdzie indziej? Tym razem nie próbowaliśmy na siłę wskazywać jednej odpowiedzi, a Karpaty pozostały jedną z tajemnic południowego Kampinosu.

Zamczysko – zamek, którego nigdy nie było

Jednym z najważniejszych punktów całej trasy było ukryte pośród lasu Zamczysko. Sama nazwa błyskawicznie uruchamia wyobraźnię. Kamienne mury, baszty, rycerze, warownia pośrodku niedostępnego lasu… Tyle że żadnego murowanego zamku tutaj nie było. Zamczysko jest pozostałością XIII-wiecznego grodziska obronnego. W terenie wciąż można rozpoznać ślady dawnego założenia, a badania archeologiczne ujawniły między innymi fragmenty ceramiki, ślady spalenizny oraz pozostałości drewnianych konstrukcji. Wszystko wskazuje więc na niewielki gród funkcjonujący tutaj w XIII wieku.

I właśnie w tym miejscu nasze śledztwo zrobiło się szczególnie interesujące… Wiemy mniej więcej, kiedy gród istniał. Wiemy, że jego konstrukcja była drewniana. Na podstawie odkrytych pozostałości możemy próbować odtworzyć sposób jego budowy. Ale lista tego, czego nie wiemy, jest znacznie dłuższa: nie wiadomo, kto nakazał go wznieść, nie znamy dokładnie jego mieszkańców ani zaplecza osadniczego, nie potrafimy jednoznacznie określić, jak długo funkcjonował i dlaczego został opuszczony. Nawet odkryte ślady ognia nie przynoszą prostego rozwiązania. Pożar mógł być efektem ataku, ale równie dobrze mógł powstać przypadkowo. Pozostają hipotezy.

Gród mógł kontrolować drogę przebiegającą przez trudny teren. Mógł pełnić funkcję lokalnego punktu obronnego. Być może chronił ludzi, którzy w świecie XIII-wiecznego Mazowsza stanowili jeden z najcenniejszych zasobów.

Zamczysko idealnie wpisało się więc w temat naszej wyprawy, bo im więcej o nim wiemy, tym… więcej pojawia się pytań.

Górki – śladami ludzi żyjących z lasu

Z Zamczyska ruszyliśmy na północ, w stronę Górek. Historia tego miejsca stała się pretekstem do opowieści o budnikach – ludziach, dla których las był jednocześnie miejscem zamieszkania, pracy i źródłem utrzymania. Ich domostwa, nazywane budami, powstawały często z dala od większych miejscowości. Budnicy pozyskiwali drewno oraz przetwarzali je na produkty potrzebne ówczesnej gospodarce. Las był wtedy czymś więcej niż źródłem desek czy opału.

Z drewna produkowano węgiel drzewny. Pozyskiwano smołę, dziegieć i potaż. Dzisiaj część tych nazw brzmi niemal archaicznie, ale przez stulecia były to ważne surowce wykorzystywane w rzemiośle i przemyśle. Budnicy żyli więc z lasu, ale jednocześnie intensywnie go przekształcali. Tam, gdzie dzisiaj widzimy zwartą puszczę, przez całe pokolenia trwała działalność człowieka.

Sosna Powstańców – epilog historii z poprzedniej wyprawy

Przy Sośnie Powstańców nie rozpoczynaliśmy nowej opowieści, tym razem kończyliśmy poprzednią. Podczas drugiej wyprawy z cyklu „Korona Szlaków Kampinosu” dotarliśmy do Mogiły Powstańców w Zaborowie Leśnym. To właśnie tam przypominaliśmy wydarzenia z kwietnia 1863 roku, kiedy oddział majora Walerego Remiszewskiego, składający się w znacznej części z młodych ludzi związanych z Warszawą, został zaatakowany przez wojska rosyjskie.

Podczas KSK 3/12 wróciliśmy do tej historii, bo jej epilog znajdował się przy drodze w Górkach. Według miejscowej tradycji na rosnącej tutaj potężnej sośnie Rosjanie mieli wieszać schwytanych powstańców. Z czasem charakterystycznie wygięte ku ziemi konary drzewa zaczęto tłumaczyć ciężarem ciał straconych ludzi.

Gdzie kończą się historyczne fakty, a zaczyna legenda? Tego prawdopodobnie nie uda się już rozstrzygnąć. Sama Sosna Powstańców przez dziesięciolecia pozostawała jednak jednym z najbardziej rozpoznawalnych drzew Puszczy Kampinoskiej. Uschła i runęła w 1984 roku, mając około 170 lat. Jej pozostałości zabezpieczono, a miejsce nadal zachowuje charakter pomnika pamięci. W ten sposób historia rozpoczęta podczas KSK 2/12 przy mogile poległych otrzymała swój epilog na trasie trzeciej wyprawy.

Blizny, które opowiadają historię

Niedługo później puszcza postawiła przed nami kolejną zagadkę. Na pniach niektórych starych sosen można dostrzec długie, regularne blizny. Wyglądają tak, jakby ktoś przed laty celowo okaleczał drzewa. I… dokładnie tak było.

To spały żywiczarskie, czyli ślady pozostawione po dawnym pozyskiwaniu żywicy. Żywica sosnowa przez lata była ważnym surowcem przemysłowym. Otrzymywano z niej między innymi terpentynę i kalafonię wykorzystywane w różnych gałęziach produkcji. W okresie powojennym żywicowanie prowadzono w polskich lasach na dużą skalę. Drzewa przeznaczone do pozyskiwania żywicy odpowiednio nacinano, a zabieg powtarzany przez kolejne sezony pozostawiał na pniu charakterystyczną bliznę. Dzisiaj drzewa nie mogą opowiedzieć nam swojej historii słowami, ale ślady działalności człowieka nadal mają zapisane na pniach.

Babska Górka i Napoleon, który raczej tędy nie jechał

Już sama nazwa Babska Górka wystarczyła, aby uruchomić kolejną serię hipotez. Skąd się wzięła? Kto ją nadał? Do czego pierwotnie nawiązywała? Jednoznacznej odpowiedzi ponownie zabrakło. Chwilę później znaleźliśmy się jednak na drodze związanej z jeszcze większą legendą.

Trakt Napoleoński. Nazwa jest tak sugestywna, że łatwo wyobrazić sobie cesarza Francuzów przemierzającego Puszczę Kampinoską na czele Wielkiej Armii. Tyle że Napoleon podczas wyprawy na Moskwę w 1812 roku maszerował innym szlakiem. Pozostaje natomiast lokalna tradycja, zgodnie z którą drogą mogły przemieszczać się wojska napoleońskie powracające z katastrofalnej kampanii rosyjskiej. Czy rzeczywiście tak było? To kolejny przypadek, w którym nazwa i legenda okazują się znacznie silniejsze od zachowanych dowodów. I kolejna zagadka, której nie chcieliśmy rozwiązywać na siłę.

Posada Łubiec – jedno słowo i kilka możliwych odpowiedzi

Pod koniec wyprawy znaleźliśmy się w okolicy Łubca oraz polany znanej jako Posada Łubiec. Tym razem wystarczyło jedno słowo, aby rozpocząć kolejną dyskusję: Posada.

Czy chodziło o osadę? Miejsce, w którym „posadzono” las? A może o punkt związany z odpoczynkiem? Najbardziej prawdopodobny trop prowadzi do dawnego znaczenia słowa „posada” jako miejsca pracy. Nazwa związana jest z funkcjonującym w tej okolicy leśnictwem i miejscem pracy leśniczego. To pozornie drobny językowy szczegół, ale właśnie takie detale pozwalają czytać krajobraz sprzed wielu lat, bo budynek może zniknąć, funkcja danego miejsca może się zmienić, ale nazwa pozostaje.

Julinek – jedno miejsce, trzy różne życia

Na sam koniec została tajemnica nieco innego rodzaju: Julinek. Dzisiaj wielu osobom kojarzy się przede wszystkim z rekreacją, parkiem rozrywki oraz historią polskiego cyrku. Miejsce to ma jednak znacznie więcej warstw. Jeszcze pod koniec XIX wieku rozwijał się tutaj nowoczesny jak na swoje czasy ośrodek związany z treningiem koni wyścigowych. Kompleks stajni i torów roboczych w Julinku przedstawiano w przedwojennej prasie branżowej jako rozwiązanie wyjątkowe na tle polskich ośrodków hodowli i treningu koni pełnej krwi. Dopiero później nadeszła epoka cyrku.

Julinek stał się jednym z najważniejszych miejsc polskiej sztuki cyrkowej. Funkcjonowała tutaj baza cyrkowa, a następnie szkoła kształcąca kolejne pokolenia artystów. Dziś miejsce żyje po raz kolejny, jako przestrzeń związana przede wszystkim z rekreacją i wypoczynkiem. Jedna lokalizacja i co najmniej trzy różne historie: konie wyścigowe, cyrk i współczesna rekreacja. To właśnie tutaj, po około 20 kilometrach marszu, nasze terenowe śledztwo dobiegło końca.

Więcej pytań niż odpowiedzi

Trzecia wyprawa „Korony Szlaków Kampinosu” pokazała nam puszczę z nieco innej strony. Nie szukaliśmy tym razem wyłącznie miejsc, o których można opowiedzieć gotową historię z wyraźnym początkiem i zakończeniem. Znacznie bardziej interesowały nas te, które zmuszają do zadawania pytań: „Dlaczego mokradła nazywają się Pożary?”, „Skąd na mazowieckiej równinie wzięły się Karpaty?”, „Kto zbudował średniowieczny gród ukryty dzisiaj w Zamczysku i do czego miał służyć?”, „Co wydarzyło się w rejonie Grabiny we wrześniu 1939 roku?”, „Kim byli ludzie, którzy przed wiekami żyli i pracowali w środku puszczy?” czy „Co naprawdę łączy jedną z tutejszych leśnych dróg z Napoleonem?”

Część zagadek udało się rozwiązać, w kilku przypadkach okazało się, że legenda jest znacznie bardziej efektowna od tego, co rzeczywiście możemy potwierdzić, niektóre odpowiedzi okazały się zupełnie inne, niż podpowiadał pierwszy trop, a kilka tajemnic nadal pozostało tajemnicami. I być może właśnie dlatego warto wracać do Puszczy Kampinoskiej.

Bo im dokładniej przyglądamy się temu krajobrazowi, tym wyraźniej dostrzegamy, że las nie jest jedynie zbiorem drzew, wydm, bagien i znakowanych szlaków. Pod jego współczesną warstwą kryją się ślady dawnych osad, dróg, bitew, gospodarki oraz ludzi, których historie nie zawsze jesteśmy już w stanie w pełni odtworzyć.

„Korona Szlaków Kampinosu” nie polega więc wyłącznie na pokonywaniu kolejnych kilometrów. Chodzi w niej także o to, aby nauczyć się zauważać to, co znajduje się przy szlaku i zadawać odpowiednie pytania. Trzy wyprawy za nami, a podczas kolejnej wyruszymy „Szlakiem wsi, których już nie ma”.

*****

Korona Szlaków Kampinosu to autorski projekt Krzysztofa Kota, survivalowca, miłośnika przyrody i przewodnika kampinoskiego, który Kampinoski Park Narodowy i najbliższe okolice zna jak własną kieszeń. Cykl składa się z 12 podstawowych spacerów, z których każdy liczy od 10 do 30 km oraz szeregu wypraw fakultatywnych, m.in. przejścia Głównego Szlaku Kampinoskiego, wycieczek rowerowych, a w sezonie zimowym także wypraw po puszczy na nartach biegowych. 

(zdjęcia: Krzysztof Kot, Anna Wikieł)

Łazik z powołania, włóczęga z wyboru. Najlepiej czuję się w ruchu – czy to na górskim szlaku, czy w płaskim terenie, gdzie jedyną „przeszkodą” bywa własna kondycja. Gdy akurat nie maszeruję, przesiadam się na dwa koła i udowadniam, że mięśnie to całkiem niezły silnik. Z równą ciekawością odkrywam miejsca spektakularne i te zupełnie niepozorne. Bo choć niektóre z nich „teoretycznie nie mają nic do zaoferowania”, praktyka pokazuje coś zupełnie innego: wystarczy się dobrze rozejrzeć albo zgubić właściwą drogę. Prywatnie mąż, ojciec i pełnoetatowy personel obsługi dwóch kotów, które od dawna wiedzą, kto rządzi w domu.

Opublikuj komentarz