Korona Szlaków Kampinosu 5/12: Szlakami partyzanckiego Kampinosu
Las, piaszczysta droga, kilka puszczańskich wsi i ponad dwadzieścia kilometrów do przejścia. Patrząc na mapę piątej wyprawy Korony Szlaków Kampinosu, można było zobaczyć po prostu sporą pętlę prowadzącą z Roztoki przez Wiersze, Dębową Górę, Posadę Łubiec i Babską Górkę z powrotem do miejsca startu. Tym razem kilometry miały jednak odmierzać nie tylko drogę. Miały odmierzać także czas.
4 października wyruszyliśmy z Roztoki, żeby w ciągu jednego dnia przejść przez dwa miesiące historii Puszczy Kampinoskiej – od ostatnich dni lipca 1944 roku, przez wybuch Powstania Warszawskiego i rozwój Niepodległej Rzeczpospolitej Kampinoskiej, aż po jej upadek pod koniec września. Na starcie nie wiedzieliśmy jeszcze, dokąd dokładnie poprowadzi nas ta historia. Pojawiła się pierwsza koperta. Grupa otrzymała kryptonim „Korona”, hasło i odzew, a następnie pierwszy meldunek i rozkaz: dotrzeć do Komendy Głównej w Wierszach. Ruszyliśmy.
Był koniec lipca 1944 roku. Na wschodzie załamywał się niemiecki front, wojska sowieckie zbliżały się do Warszawy, a Armia Krajowa realizowała akcję „Burza”. W tym samym czasie do Puszczy Kampinoskiej dotarło z Puszczy Nalibockiej silne zgrupowanie dowodzone przez por. Adolfa Pilcha „Górę”. Żołnierze mieli za sobą długą drogę, przeprawę przez Wisłę i doświadczenie bojowe. Przyprowadzili ze sobą konie, tabor, a przede wszystkim broń. W Wierszach zaczynało powstawać centrum zgrupowania, które w kolejnych tygodniach miało odegrać jedną z najważniejszych ról w wojennej historii Puszczy Kampinoskiej. Pierwsze cztery i pół kilometra doprowadziły nas właśnie tam. W terenie minęła mniej więcej godzina. W naszej opowieści – kilka dni.
Wiersze. 1 sierpnia 1944 roku
Dzisiaj Wiersze są spokojną puszczańską wsią. Wtedy sytuacja zmieniała się z godziny na godzinę. Rozkaz rozpoczęcia powstania dotarł do VIII Rejonu zaledwie kilka godzin przed godziną „W”. Mobilizacja nie została zakończona, część żołnierzy dopiero docierała do punktów koncentracji. Mimo to podjęto próbę zdobycia silnie bronionego lotniska bielańskiego. Atak zakończył się niepowodzeniem, a dowodzący VIII Rejonem kpt. Józef Krzyczkowski „Szymon” został ciężko ranny.
W tym miejscu wykorzystaliśmy do prostego ćwiczenia liczebność naszej grupy. Było nas czterdzieści osób. Mniej więcej tyle, ile może liczyć konspiracyjny pluton AK. Wyobraziliśmy sobie, że wśród tych czterdziestu ludzi mamy do dyspozycji zaledwie jeden karabin, dwa pistolety i sześć granatów. Nie chodziło o dokładne odtworzenie stanu konkretnego oddziału, ale o pokazanie skali problemu, z którym mierzyli się powstańcy w Warszawie.
W Kampinosie sytuacja wyglądała inaczej. Tutejsze oddziały, wzmocnione przez uzbrojonych i doświadczonych partyzantów z Puszczy Nalibockiej, dysponowały znacznie większymi zasobami broni. Jednocześnie kilkanaście kilometrów dalej trwała walka, w której tej broni dramatycznie brakowało. To napięcie miało towarzyszyć Grupie „Kampinos” przez kolejne tygodnie. Bronić własnego terenu czy iść z pomocą Warszawie? Jak daleko można osłabić siły w Puszczy, wiedząc, że w stolicy walczą ludzie potrzebujący wsparcia?
Kilkaset metrów dalej historia przestała potrzebować jakiegokolwiek ćwiczenia. Na cmentarzu wojennym w Wierszach zatrzymaliśmy się przy mogiłach żołnierzy Grupy AK „Kampinos”. Przewodnik zapalił znicze na grobach partyzantów, odczytaliśmy krótki meldunek i oddaliśmy hołd poległym. Tutaj nie potrzeba było żadnego dodatkowego zadania.
Potem znów pojawiła się koperta. Mieliśmy ominąć Wiersze od południa i ruszyć w kierunku zrzutowiska „Chochla”, unikając głównych dróg i otwartego terenu. Nie dotarliśmy tam. W drodze przyszła wiadomość radiowa: aliancki zrzut chybił celu. Zmieniliśmy kierunek i skierowaliśmy się w stronę Dębowej Góry.
ZOBACZ WIDEO Z 5. WYCIECZKI KORONY SZLAKÓW KAMPINOSU
Puszcza jako zaplecze walczącej Warszawy
Kiedy idzie się dziś przez tę część Kampinosu, są tu przede wszystkim las, wydmy i piaszczyste drogi. W sierpniu 1944 roku ten sam teren pełnił zupełnie inną funkcję. W Puszczy wyznaczano miejsca odbioru alianckich zrzutów. Trzeba było zabezpieczyć teren, oznaczyć zrzutowisko, a później zebrać zasobniki z bronią, amunicją, materiałami wybuchowymi i wyposażeniem. W Wierszach działała radiostacja utrzymująca łączność z Londynem i wspierająca kontakt z walczącą Warszawą. Także same zrzuty zostawiały po sobie rzeczy, które później otrzymywały zupełnie inne zastosowanie. Materiał ze spadochronów był zbyt cenny, żeby go zmarnować, wykorzystywano go między innymi do szycia odzieży.
Wokół nas pozostawał ten sam krajobraz, ale mapa z 1944 roku wyglądała zupełnie inaczej. Leśna droga mogła prowadzić do kwatery oddziału, wieś stawała się zapleczem wojska, polana mogła być związana ze zrzutami. W kolejnych tygodniach takich miejsc przybywało. Po ciężkim zranieniu „Szymona” dowodzenie bojowe czasowo przejął Adolf Pilch, używający już wówczas pseudonimu „Dolina”. Następnie dowództwo nad całością sił objął mjr Alfons Kotowski „Okoń”. Oddziały rosły, a wraz z nimi cała infrastruktura potrzebna do ich funkcjonowania.
W Wierszach działało dowództwo. W puszczańskich wsiach stacjonowali żołnierze. Potrzebne były kwatery, magazyny, transport, żywność, łączność i opieka nad rannymi. Funkcjonowały szpitale i punkty sanitarne. Ogromną rolę odgrywali mieszkańcy okolicznych miejscowości, zapewniający żołnierzom żywność, paszę, schronienie i pomoc w zaopatrzeniu. I właśnie wtedy łatwiej było zrozumieć określenie, które wcześniej mogło brzmieć trochę pomnikowo: Niepodległa Rzeczpospolita Kampinoska.
Nie chodziło wyłącznie o oddziały walczące w lesie. Przez kilka tygodni powstał tutaj cały organizm funkcjonujący na zapleczu powstania. Rosnące zgrupowanie trzeba było każdego dnia wyżywić. Jednym z bardziej niezwykłych przykładów skali tych potrzeb było pozyskanie na wrogu stada około 130 krów. Obok walki trzeba było organizować opiekę nad rannymi, aprowizację i codzienne funkcjonowanie ludzi rozrzuconych po puszczańskich wsiach. W tej historii pojawia się również ks. Stefan Wyszyński, późniejszy prymas Polski, który podczas Powstania Warszawskiego jako kapelan Armii Krajowej „Radwan III” przebywał w Laskach i posługiwał między innymi rannym. Takie szczegóły pozwalają zobaczyć coś, co łatwo ginie pomiędzy nazwami bitew i pseudonimami dowódców: przez kilka tygodni w Puszczy nie tylko walczono. Tutaj trzeba było również żyć. My tymczasem szliśmy dalej. Znowu kilka kilometrów drogi, znowu kilka tygodni historii.
TRASA 5. WYCIECZKI KORONY SZLAKÓW KAMPINOSU
Posada Łubiec – Kampinos idzie na pomoc Warszawie
Po ponownym przejściu przez Roztokę skierowaliśmy się przez Dużą Górę w stronę Posady Łubiec. Zgodnie z następnym rozkazem mieliśmy unikać otwartej drogi i odnaleźć pozostawiony w terenie depozyt. Kiedy dotarliśmy na miejsce, w naszej opowieści był już 20–22 sierpnia. Historia Puszczy prowadziła teraz bezpośrednio do Warszawy. Napięcie, o którym rozmawialiśmy wcześniej w Wierszach, przestało być teoretyczne. Żołnierze Grupy „Kampinos” rzeczywiście ruszyli na pomoc powstaniu.
W nocy z 20 na 21 oraz z 21 na 22 sierpnia uczestniczyli w próbach przebicia niemieckiej zapory oddzielającej Żoliborz od Starego Miasta. Ataki w rejonie Dworca Gdańskiego zakończyły się niepowodzeniem i ogromnymi stratami. Wielu żołnierzy, którzy opuścili Puszczę, już do niej nie wróciło. Odnaleźliśmy depozyt i otworzyliśmy następną wiadomość; Teraz zagrożenie zbliżało się do samej Puszczy. Oddziały RONA zostały skierowane przeciwko Grupie „Kampinos”. Rozkaz prowadził nas na północ, w stronę Babskiej Górki.
Babska Górka. Walka o utrzymanie Puszczy
Był już przełom sierpnia i września. RONA zajęła Truskaw i próbowała wedrzeć się w głąb Puszczy. Walki toczyły się między innymi pod Pociechą. W nocy z 2 na 3 września Adolf Pilch „Dolina” poprowadził niewielki oddział do ataku na stacjonujące w Truskawiu siły przeciwnika. Zaskoczenie przyniosło RONA ciężkie straty, a jej natarcie w głąb Puszczy zostało zahamowane. Dzisiaj Truskaw, Pociecha czy Wiersze są nazwami, które można zobaczyć na drogowskazach podczas zwykłej wycieczki. Po przejściu tej trasy zaczynają układać się w coś więcej. Nie zmienił się krajobraz, ale zmieniła się wiedza o tym, co wydarzyło się dokładnie w miejscach, przez które przechodziliśmy.
Z Babskiej Górki skierowaliśmy się ponownie w stronę Roztoki. Na mapie zostało już tylko kilka kilometrów. Na naszej osi czasu zbliżał się koniec września.
„Spadająca Gwiazda”
27 września Niemcy rozpoczęli operację „Sternschnuppe” – „Spadająca Gwiazda”, której celem było zniszczenie Grupy „Kampinos”. Atakowano polskie placówki, bombardowano Wiersze, zniszczone zostały kwatera dowództwa i radiostacja. Mjr „Okoń” podjął decyzję o opuszczeniu Puszczy. Kolumna skierowała się na południowy zachód.
Dwa dni później pod Jaktorowem Grupa „Kampinos” została otoczona i rozbita. „Okoń” zginął. Wielu żołnierzy poległo, zostało rannych lub dostało się do niewoli. Części udało się wyrwać z okrążenia. Dla niektórych wojenny szlak prowadził dalej, między innymi w kierunku Gór Świętokrzyskich, jako zwarte zgrupowanie Grupa „Kampinos” przestała jednak istnieć.
A my wróciliśmy do Roztoki. Do miejsca, z którego kilka godzin wcześniej wyruszyliśmy. Tylko że nie całkiem do tego samego.
Ta sama Roztoka
Z punktu widzenia mapy zrobiliśmy po prostu dużą pętlę. Ponad dwadzieścia kilometrów przez Puszczę i powrót do punktu startu. Po drodze zmieniło się jednak znaczenie miejsc, które mijaliśmy.
Wiersze nie były już tylko puszczańską wsią. Dębowa Góra – kolejnym fragmentem lasu. Posada Łubiec – nazwą na mapie. Truskaw i Pociecha – punktami przy szlaku. Na dzisiejszą mapę Kampinosu nałożyła się druga – ta z 1944 roku. I chyba właśnie dlatego po takiej wyprawie najlepiej zapamiętuje się nie wszystkie daty, nazwiska i nazwy oddziałów, ale miejsca. Drogę, którą trzeba było przejść. Odległość pomiędzy jednym wydarzeniem a drugim. Las, który po poznaniu jego historii wygląda już trochę inaczej.
Na zakończenie została jeszcze jedna koperta. Ostatni rozkaz mówił o rozwiązaniu grupy „Korona”. Chętni mogli ruszyć jeszcze na dodatkową pętlę przez Dolinkę Roztoki. Był jednak również ostatni punkt: rozwiązanie grupy ma charakter tymczasowy. Do zakończenia misji pozostaje jeszcze siedem wypraw Korony Szlaków Kampinosu.
Pięć wypraw za nami. Siedem przed nami.
Korona Szlaków Kampinosu – Odkrywaj Kampinos Inaczej!
*****
Wycieczkę prowadził Krzysztof Kot — lider wypraw outdoorowych i przewodnik kampinoski. Twórca projektów Lokalna Turystyka Wyczynowa (LTW), Korona Szlaków Kampinosu i Klasa w Kampinosie. Rozwija autorskie podejście do alternatywnej turystyki, oparte na prawdziwym doświadczeniu terenu, eksploracji i głębokim poznawaniu lokalnego otoczenia. Pokazuje, że autentycznej przygody nie trzeba szukać na drugim końcu świata.
Korona Szlaków Kampinosu to autorski projekt Krzysztofa Kota — cykl 12 tematycznych wypraw, które łączą wysiłek, wędrówkę i krajoznawcze odkrywanie Puszczy Kampinoskiej. Każda trasa to kolejne kilometry na szlaku i nowa opowieść o przyrodzie, historii oraz ludziach związanych z tym terenem. Projekt, nawiązujący do Roku Szlaków PTTK 2026, pozwala poznać Kampinos krok po kroku — dosłownie i w przenośni.































Opublikuj komentarz